Zemdlał i trzeba go było cucić - żartował szkoleniowiec Lecha Poznań Jacek Zieliński, opisując reakcję Kamila Drygasa, kiedy ten dowiedział się, że przeciwko Sparcie zagra w podstawowym składzie.
- Trener rano na spacerze powiedział mi, że wyjdę od początku. Reakcja? Z jednej strony zadowolenie, ale z drugiej także duży stres - mówił osiemnastolatek, który we wtorkowy wieczór zadebiutował w zespole mistrzów Polski. Zaraz po gwizdku sędziego trema jednak ustąpiła, co pozwoliło mu zaprezentować się więcej niż dobrze. - To nie jest dla mnie żadne zaskoczenie - stwierdził Zieliński.
W ogóle opiekun Lecha Poznań sprawiał wrażenie, jakby wystawienie w walce o LM Drygasa, który jeszcze na dodatek tego dnia debiutował w zespole i zabrał miejsce w składzie doświadczonemu Ivanovi Djurdjeviciovi, było czymś absolutnie oczywistym. - W letnich sparingach pokazał naprawdę dobrą dyspozycję i zasłużył na ten występ. Jak zagrał? Świetnie, to będzie odpowiednie słowo - mówił trener.
Klasę jak zwykle pokazał Djurdjević, który nie był obrażony, że usiadł na ławce. - Kamil powinien zadebiutować wcześniej. To nominalny środkowy pomocnik, a ja nim nie jestem - zaskoczył stwierdzeniem Serb i jakby dał do zrozumienia, że Drygas spokojnie mógł wybiec na boisko choćby tydzień wcześniej przeciwko Interowi Baku, kiedy ze składu wypadł Tomasz Bandrowski.
Djurdjević zadbał o to, żeby młodzian wyszedł na boisko bez strachu. - Junior wskoczył do składu, więc trzeba mu było pomóc. Szepnąłem mu kilka słów otuchy, a poza tym pogadałem z Dimą Injacem, żeby pomagał Kamilowi, był takim jego ochroniarzem - uśmiechał się.