| 2004-10-06 03:00 |
Krzysztof Piskuła: Życie pokaże... |
Ponownie zawitał Pan na Bułgarską, teraz jednak jako zawodnik Arki Gdynia, z zespołem Lecha zdobył Pan Superpuchar i Puchar Polski, wspomnienia wracają?
- Ja tutaj grałem dwanaście sezonów i wiadomo, że zawsze serce zadrży jak wraca się do swojego miasta, do swojej drużyny, no ale życie potoczyło się tak a nie inaczej, gram teraz w Gdyni i na razie niech tak zostanie.
Czy Arka jest na tyle silnym zespołem by powalczyć o miejsce premiowane awansem do I ligi?
- Na pewno, zajmujemy wysokie piąte miejsce, byliśmy na czwartym, przez chwilę nawet na trzecim miejscu. Osobiście wydaje mi się, że ten cel jest osiągalny, aczkolwiek o tym się głośno nie mówi na dzień dzisiejszy.
Czy śledzi Pan poczynania swoich byłych kolegów, może Pan stwierdzić co było powodem serii porażek Lecha?
- Trudno mi powiedzieć, ja nie jestem trenerem, a to oni są od tego by wydawać jakieś opinie na temat gry, aczkolwiek jest mi bardzo przykro że są wyniki takie jaki są. Miałem nadzieję, że to się nie zacznie dzisiaj. Że Lech zacznie wygrywać � stało się. Być może chłopcy się odblokują i dalej będą zwyciężać do końca sezonu.
Kibice pamiętają strzelana przez Pana rzuty karne, czy jeszcze kiedyś chciałby Pan stanąć na jedenastym metrze i strzelić bramkę dla Kolejorza?
- Na pewno chciałbym� ale życie pokaże co się stanie.
A teraz coś dotyczącego dzisiejszego spotkania Lecha z Arką Gdynia, jak ocenia Pan poziom tego spotkania?
- Muszę powiedzieć szczerze, że na dzień dzisiejszy Lech jest drużyną lepiej zorganizowaną, lepiej grającą piłką i lepiej nią operuje. Potrafi to wykorzystać w każdym momencie. Widać tą minimalną przepaść między I a II ligą.
Dziękuję za rozmowę.
- Również dziękuję
Rozmawiał Tomasz "Yore" Maciejczuk |
|